Sukces jest przewidywalny
Sukces jest przewidywalny i nie jest dziełem przypadku, a co najwyżej zbiegiem określonych okoliczności. Co wpływa na te okoliczności i co je kształtuje? Czy mamy wpływ na własną przyszłość? Jeśli tak to, w jakim stopniu? Jeśli oprzemy się na stwierdzeniu, że sukces to umiejętność osiągnięcia w życiu szczęścia ( patrz tekst „Czym jest Sukces?”) to niektórzy mogą z góry przekreślić własny udział w kształtowaniu go. Popularnie szerzące się „przekleństwo” rodzaju ludzkiego bazuje na tym, że szczęście albo się ma, albo nie, a to czy pojawia się ono w naszym życiu czy nie, jest dziełem
czegoś tak niezbadanego jak przypadek. Jeszcze raz powtórzę, bo takich stwierdzeń nigdy zbyt wiele. PRZYPADKI NIE ISTNIEJĄ. Bóg nie gra z nami w kości, a przynajmniej nie w taki sposób, w jaki często zdajemy się to pojmować. Ludzka chęć do sprowadzania wszystkiego do miana przypadku i mówienie o tym, że na nic nie mamy wpływu to jedynie nieudolna próba zrzucenia odpowiedzialności za swoje życie na plecy Boga, Wszechświata, losu, czy szeroko rozumianego życia. Możemy, co prawda zasłaniać się w ten sposób, ale nie zda się to na zbyt wiele, bo przecież o tym, kim jesteśmy świadczy to jak żyjemy. Nikt nie zdoła zasłonić żałosnego obrazu pięknym opakowaniem przynajmniej nie na dłuższą metę.
Pragnę w tym temacie pospieszyć przynosząc dobre, ale i może nie najlepsze z drugiej strony wiadomości ( nie najlepsze dla tych, którzy czekają, aż coś samo spadnie im z Nieba). Dobra wiadomość to taka, że mamy wpływ na to, czy jesteśmy szczęśliwi, czy nie, a co za tym idzie wiedzieć należy, że Sukces jest przewidywalny. Wynika z tego, że życie można kształtować samemu. A ta niezbyt ciekawa informacja ( która zniesmaczy życiowych leniuchów) to ta, że osiągnięcie dobrobytu, dobrostanu i stanu długotrwałej błogości wymaga od nas wysiłku. Czyli popularnie rzecz ujmując bez pracy nie ma kołaczy. A jak to się robi? Otóż pozwolę sobie znowu zacytować mądrość narodu, że co zasiałeś żąć będziesz. Sam słowo żąć, jest odrobinę niemodne, dlatego łatwiej nam będzie posługiwać się analogią do ziarna wsadzonego w ziemię, które wyrasta na piękną roślinę. Nie powtarzając całej przypowieści, jaką dzisiaj przypisuje się cieśli z Nazaretu skrótowo rzecz ujmując, jeśli w naszym życiu posadzimy ziarna sukcesu i będziemy je pielęgnować osiągniemy sukces, a jeśli nie to nie. Nasze ziarna to nic innego jak stawiane sobie przez nas samych cele do osiągnięcia. Pieczołowicie nawadniane, z troską wyhodowane przynoszą chwałę i radość hodowcy pod warunkiem, że realizują nasz prawdziwy wewnętrzny potencjał. Czasem ten potencjał jest skutecznie zasłonięty przez tą część naszej podświadomości, która domaga się zaspokojenia pragnień powodowanych pożądaniem wynikającym z bałwochwalczego chciejstwa błyskotek wieszanych na drzewie życia, przez czynniki zewnętrzne. I wtedy idziemy ścieżką zaspokajania zmysłów za pomocą gadżetów. Ale to temat na inną okoliczność.
Zawsze jesteśmy w stanie zdefiniować, czy idziemy w dobrym kierunku. Mówi nam o tym nasza intencja. Bo przecież nie zawsze możemy z całą pewnością stwierdzić, że to, co robimy jest absolutnie wartościowe, potrzebne nam, czy odpowiednie dla nas. I mamy prawo popełniać błędy. To ludzka rzecz. Tak jak wspomniałem liczy się intencja i jeśli ona jest wartościowa, to znaczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Przewidywalność sukcesu jest rzeczą niezbyt trudną jeśli przyjrzymy się temu co robimy. Przyjrzyjmy się kilku przykładom. Jeśli ktoś chce schudnąć, a bez przerwy opycha się słodyczami, lodami i ciastkami, to ma małe szanse, że osiągnie cel. Jeśli sportowiec zamiast ćwiczyć, będzie ćwiczył podnoszenie kieliszków, czy kufli w barze to prawdopodobieństwo osiągnięcia przez niego medalu na zawodach będzie wątpliwe. Jeśli chcesz poprawić stosunki domowe z partnerem i nie zmieniasz swojego podejścia w fundamentalnych kwestiach, które stanowią przyczynę konfliktów to nie należy oczekiwać, że twoje życie rodzinne będzie spełnione. Jeśli ktoś pragnie wyjść z biedy i stać się zamożny, a nie zgłębia mechanizmów rządzących tym zagadnieniem i nie zmienia swojego trybu życia, który doprowadził go do biedy to nie ma co liczyć na cud. Cuda są wynikiem określonych mechanizmów, które są uruchamiane w naszych wnętrzach, przede wszystkim poprzez zmianę podejścia do tego, co możliwe. Wiara i pozostałe elementy przychodzą później. Najpierw jest decyzja, że coś jest możliwe.
Te przykłady, choć bardzo ogólne pozwalają mam nadzieję na wyciagnięcie wniosków, że to my sami i to tak naprawdę w większości kwestii życiowych mamy na bieżąco wgląd, dokąd prowadzą nas podejmowane przez nas działania. Czyli inaczej sprawę ujmując mamy możliwość przewidzenia, czy osiągniemy sukces, czy nie, bo widzimy, w którym kierunku zdążamy. Oczywiście do tej całej analizy jest nam potrzebny obiektywizm i rozsądek, bez elementów oszukiwania samego siebie. Jeśli brniemy jeszcze głębiej w bagno nie należy oczekiwać tego, że będziemy poruszać się coraz swobodniej, no chyba, że jest nam pisany cud absolutny, który może się nam kreować jako czysta boska interwencja znikąd, ale tak naprawdę nie jesteśmy w stanie po prostu dostrzec jego przyczyn z uwagi na naszą ograniczoną zdolność postrzegania zdarzeń i ich przyczyn powstawania.
Tak więc zarówno sukcesy dotyczące realizacji celów, jak i sukces globalny rozumiany jako nasz Sukces życiowy jest przewidywalny, bo ten duży i globalny jest niczym innym jak sumą tych mniejszych. Nieprawdaż?
